W Główczycach, na wzgórzu spowitym ciszą, wznosił się neogotycki kościół z tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego pierwszego roku. W jego witrażach migotały herby dawnych rodów, a nieopodal, w cieniu drzew, krył się pałac Puttkamerów i potężny głaz „Maczuga Stolema”, o którym szeptano, że pamięta czasy olbrzymów. W Żelkowie rozbrzmiewały dźwięki starych organów Volknera, a kamienne mury kościoła św. Antoniego zdawały się przechowywać modlitwy sprzed wieków.
W Pobłociu, pośród starego parku, trwał w milczeniu pałac von Homy’a – świadek minionych epok i zapomnianych historii. Lecz to Cecenowo okazało się punktem kulminacyjnym wyprawy. Tam, w cieniu dworu rodu von Zitzewitz, uczestnicy słuchali legendy o podziemnym przejściu, w którym podobno wciąż spoczywają skarby dawnych właścicieli.
Podróż zakończyła się w atmosferze zadumy i zachwytu – jakby Pomorze, choć na chwilę, uchyliło przed wędrowcami rąbka swoich najgłębszych tajemnic.