Okładka "Podmorskiej wyspy" Isabel Allende

Nowy Świat - dla jednych ziemia obiecana, dla innych piekło. Wyrwała się z niego ciemnoskóra Zarité, bohaterka "Podmorskiej wyspy" Isabel Allende. Historia dziewczyny łączy się z rozważaniami o istocie niewolnictwa.

Warto sięgnąć po powieść Isabel Allende, uznanej chilijskiej pisarki, choćby dlatego, że w tym roku obchodzimy 525 rocznicę odkrycia Ameryki przez Kolumba. Akcja książki rozgrywa się w XVIII wieku na Saint-Domingue, pierwszej wyspie na Antylach, do której dotarł włoski żeglarz. Wkrótce to piękne miejsce, zwane przez Kolumba Hispaniolą, zawłaszczyli europejscy koloniści. Po wymordowaniu rdzennych mieszkańców sprowadzali tysiące niewolników z Afryki i zmuszali ich do pracy w straszliwych warunkach. 

Ameryka dla białego człowieka oznaczała wolność, nowe możliwości, dla Afrykańczyka była miejscem kaźni. Niewolników traktowano jako część inwentarza, nie jak ludzi. Można było z nimi zrobić wszystko. Ich świat obserwujemy oczami niewolnicy Zarrité. Jako dziecko trafiła w ręce plantatora Jean Valmoraina, młodego idealisty czytającego Rouseau, który po objęciu plantacji dał się pochłonąć przez system. Początkowo nie akceptował niewolnictwa, ale szybko uznał, że inaczej nie osiągnie zysków, więc dostosował się do panujących warunków. I tak z przyzwoitego mężczyzny wyszła bestia - przyzwalał na przemoc wobec niewolników, sam gwałcił i upokarzał Zarité przez dwadzieścia lat, zabrał dziecko, nie chciał wyzwolić, choć dziewczyna uratowała życie jemu i jego synowi.

Jednak życie Zarité nie było tak straszne, jak tysięcy ludzi na plantacjach. Nieznośne cierpienia doprowadziły wreszcie do wybuchu krwawego buntu, a w rezultacie powstania nowego kraju - Haiti. Plantatorzy w popłochu uciekali na Kubę i do Nowego Orleanu, gdzie rezygnowali z okrucieństwa wobec niewolników, by dopasować się do oczekiwań tamtejszej śmietanki towarzyskiej. Na tle burzliwych wydarzeń historycznych toczą się miłosne historie - Zarité i buntownika Gambo oraz przyrodniego rodzeństwa - abolicjonisty Maurice'a i niewolnicy Rosette.

Allende malowniczo opisuje codzienne życie w koloniach, religię wudu, skomplikowane relacje między białymi, wyzwoleńcami i niewolnikami. Autorka poważnie podeszła do tematu - przez cztery lata zbierała materiały do książki, odwiedziła Nowy Orlean, Haiti i zachodnie wybrzeże Afryki. Odkryła, że w tamtych czasach w Luizjanie należącej do Francji, żyła warstwa wolnych kolorowych, którzy prowadzili małe przedsiębiorstwa, wysyłali dzieci do szkół we Francji, skąd wracały jako wykształceni specjaliści. Ich kruchy świat rozpadł się, gdy Francuzi sprzedali kolonię Stanom Zjednoczonym.

Autorka pokazuje, jak niewolnictwo niszczy zarówno panów, jak i poddanych. Pierwsi ulegają złu, tłumacząc sobie, że bez niewolnictwa ich świat przestałby istnieć, drudzy przestają wierzyć, że są pełnoprawnymi ludźmi, a po wyzwoleniu niszczą tych, którzy stoją niżej. Książka zadaje nadal aktualne pytania o naturę zła. Choć od wydarzeń opisanych w książce minęło ponad 200 lat okazuje się, że niewolnictwo ma się dobrze i to nie tylko w Trzecim Świecie.

Sprawdź, gdzie możesz wypożyczyć "Podmorską wyspę"