Marika Ciok (bibliotekarz): Dzień Dobry!

Dziękuję, że zgodził się Pan, abym przeprowadziła z Panem wywiad.

14 września w naszej filii bibliotecznej nr 3 na Zygmunta Augusta 14 w Słupsku odbyło się z  Panem spotkanie autorskie. Dzieci wyszły ze spotkania bardzo zadowolone oraz przychodziły do nas by wypożyczyć Pana książki.

Nawet osoby dorosłe podczas czytania książek dla swoich dzieci były pod ogromnym wrażeniem tak wybitnej twórczości pisarskiej. Dlatego postanowiłam napisać do Pana o wywiad dla naszych czytelników.

Panie Pawle czy na początek opowiedziałby Pan nam coś o sobie? Czym na przykład Pan się zajmuje?

Paweł Beręsewicz: Z wykształcenia jestem anglistą i wszystkie moje dotychczasowe zajęcia w jakiś sposób związane były z językiem. Byłem nauczycielem angielskiego, brałem udział w pisaniu słownika angielsko-polskiego i polsko-angielskiego, tłumaczyłem książki, teraz też je piszę.

 

Marika Ciok: Jak zaczęła się Pana historia z pisarstwem?

Paweł Beręsewicz: Początek był prosty. Coś tam napisałem, przeczytałem to, byłem zadowolony, postanowiłem, że spróbuję znaleźć wydawcę. Z kilkudziesięciu, do których się zwróciłem, odpowiedział jeden. Gdyby i ten się nie odezwał, pewnie bym się zniechęcił. A tak, poczułem się podniesiony na duchu i pisałem coraz śmielej. Stopniowo doszło do tego, że pisanie stało się moim głównym zajęciem.

 

Marika Ciok: Czy pamięta Pan swoją pierwszą napisaną książkę, która nie została opublikowana?

Paweł Beręsewicz: Nie zdarzyło mi się chyba dotąd, żebym napisał książkę i nie zdołał jej opublikować. Było parę opowiadań i innych drobnych tekstów, które z różnych względów wylądowały na dnie mojej szuflady, ale może i one jeszcze kiedyś ujrzą światło dzienne.

 

Marika Ciok: Jakie towarzyszyły Panu emocję przy wydaniu pierwszej książki?

Paweł Beręsewicz: To była wielka radość i duma, a zaraz potem bolesna zmiana perspektywy i nagła świadomość, że to co, jeszcze przed chwilą wydawało się szczytem marzeń jest dopiero początkiem długiej drogi.

 

Marika Ciok: Według Pana - łatwiej jest pisać książki dla dzieci czy dla dorosłych?

Paweł Beręsewicz: To jest pytanie, na które nie da się chyba odpowiedzieć, nie spróbowawszy obu tych czynności. Dobrze się czuję, pisząc dla dzieci i to mi sprawia przyjemność. Nie wiem, czy potrafiłbym pisać dla dorosłych. Wydaje mi się to trudne.

 

Marika Ciok: Dlaczego wybrał Pan tematykę książek dla dzieci?

Paweł Beręsewicz: Może dlatego, że moje pisanie zbiegło się w czasie z karierą ojcowską. Dorastanie, poznawanie świata, dziecięcy sposób rozumowania wydają mi się fascynujące. Piszę więc o tym, co leży mi na sercu.

 

Marika Ciok: Czy w czasach szkolnych nauczyciele zauważali Pana talent pisarski?

Paweł Beręsewicz: Był taki moment w szkole podstawowej, że pisałem patriotyczne wiersze, które do tego stopnia odniosły sukces, że były prezentowane na szkolnych akademiach. Teraz, kiedy je czytam, oczywiście rumienię się z zażenowania, ale każdy kiedyś od czegoś musi zacząć.

 

Marika Ciok: Jakie książki posiada Pan w swojej domowej biblioteczce?

Paweł Beręsewicz: Nie wiem, czy pyta Pani o moje własne książki, czy w ogóle o moją biblioteczkę. Oczywiście staram się gromadzić kolekcję wszystkich wydań moich książek. Zajmuje już całkiem sporo miejsca, a chyba nie jest kompletna. Znacznie więcej regałów zajmują książki, które czytałem, zamierzam przeczytać lub nie zamierzam, ale nie mam serca wyrzucać. Jest na nich sporo literatury, jest regał ze słownikami, są półki z albumami, z mapami i atlasami. Wolnych miejsc powoli zaczyna brakować.

 

Marika Ciok: Czy podczas pisania ma Pan jakiś rytuał? Na przykład picie kawy czy muzyka?

Paweł Beręsewicz: Lubię ciszę. Muzyka i wszystkie inne dźwięki mnie rozpraszają. Najlepiej pisze mi się w moim własnym kącie w domu, przy moim biurku, na moim komputerze. W innych warunkach pewnie też mógłbym pisać, ale nie jestem do tego zbyt często zmuszany.

 

Marika Ciok: Gdy wydał Pan po raz pierwszy swoją książkę, to wyszukiwał Pan w Internecie recenzji na jej temat?

Paweł Beręsewicz: Owszem. Zresztą przyznaję, że zdarza mi się to do tej pory. Oczywiście tłumaczę się przed sobą, że informacja zwrotna od czytelników pomaga w pracy nad kolejnymi książkami, ale pewnie ma to też coś wspólnego z faktem, że czytanie miłych słów pod swoim adresem jest po prostu przyjemne.

 

Marika Ciok: Jest Pan także z zawodu tłumaczem? Jakie między innymi książki zostały przez Pana przetłumaczone?

Paweł Beręsewicz: Mam na swoim koncie kilka nowych tłumaczeń młodzieżowej klasyki. „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Ania z Avonlea”, „Przygody Tomka Sawyera”, „Tajemniczy Ogród”. Praca nad tymi przekładami to było spore wyzwanie, ale też bardzo miła przygoda.

 

Marika Ciok: Wielokrotnie został Pan nagradzany. Która nagroda najwięcej dla Pana znaczyła?

Paweł Beręsewicz: Szczególnie cenię sobie Nagrodę Literacką Miasta Stołecznego Warszawy, którą dostałem w 2010 za książkę „Warszawa. Spacery Ciumkami.” Nagroda od mojego miasta za książkę o moim mieście – ogromna satysfakcja.

 

Marika Ciok: Czy miewa Pan tak, że gdy przechodzi Pan na ulicy to ludzie Pan rozpoznają?

Paweł Beręsewicz: Nie. Na szczęście nie i nie sądzę, żeby to się kiedyś zmieniło. Piszę książki, wypuszczam je w świat i niech sobie dalej radzą. Ich popularność oczywiście by mnie nie zmartwiła.

 

Marika Ciok: Co doradził by Pan osobie, która zaczyna pisać książki?

Paweł Beręsewicz: Przyznam się, że nie lubię tego pytania. Po prostu nie czuję się kompetentny. Myślę, że przede wszystkim należy sobie zadać pytanie, czy na pewno mam ludziom do powiedzenia coś ciekawego. Jeżeli nie mamy wątpliwości, musimy mieć odwagę spróbować to udowodnić. Niestety, jak we wszystkim, przydaje się też szczęście.

 

Marika Ciok: Panie Pawle dziękuję jeszcze raz za możliwość przeprowadzenia wywiadu :)