Trochę głupio jest mi recenzować album, który wyszedł ponad dwadzieścia lat temu i bez wątpienia powiedziano na jego temat wszystko, co można było powiedzieć. Jednak z okazji wydania reedycji tegoż jakże znaczącego kawałka historii muzyki rockowej lat dziewięćdziesiątych, ja także dokonam ekshumacji i dodam od siebie co nieco.

Ten to płyta wydana podczas niesamowitego boomu na muzykę alternatywną. Ludzie zmęczeni tandetą estetyki lat osiemdziesiątych zwrócili się w stronę brudnych, surowych brzmień, pełnych gniewu, nienawiści i pogardy do siebie oraz społeczeństwa. Jednakże debiut Pearl Jam nie do końca pasuje do takiego schematu – owszem, jest tu sporo agresji, zauważalnej szczególnie w tekstach, lecz instrumentarium zdaje się być ugrzecznione, mało hałaśliwe, właściwie stylowo trafia w ramy klasycznego hard rocka bądź wczesnego heavy metalu. Riffy gitarowe, mimo że mocno przesterowane, stylistycznie wyraźnie odbiegają od tego, co prezentowała w tamtym czasie chociażby Nirvana, notabene błędnie wrzucana do jednego wora razem z omawianym materiałem – prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym bandem tamtego okresu, ikoną muzyki grunge’owej. Budowa kompozycji na krążku jest dość minimalistyczna, głównym elementem gitarowych ścieżek są power chordy, które lubią się powtarzać. Nie jest to jednak w żadnym stopniu wada – tworzy to specyficzny klimat w połączeniu z melodyjnym wokalem i interesującymi liniami basowymi. Klimat, którego nie znajdziemy w obskurnych brzmieniach wcześniej tu przywołanej Nirvany.

Nie podoba mi się produkcja tego materiału – brzmienie jest nasycone wysokimi tonami w taki sposób, że nieprzyjemnie się go słucha. Dodatkowo drażni mnie manewr separowania gitary w lewym kanale, zastosowany chociażby w drugim utworze na płycie. Gitary są zbyt głośne w stosunku do reszty instrumentów, potrafią one w niektórych momentach wręcz zagłuszać inne ścieżki.

Czy warto ją przesłuchać? Zakładam że większość ludzi, którzy w jakiś sposób interesują się muzyką już to zrobiła. Jeżeli jednak kogoś ta płyta ominęła, to myślę że warto dać jej szansę i unieść wieko trumny. Materiał z perspektywy czasu wydaje się trochę naiwny i pozerski, jednak ma swój urok. Tak więc, drogi czytelniku, leć do ciuchlandu po rozciągnięty sweter, kup paczkę tanich papierosów, włóż krążek do czytnika i zatop się w oceanie perłowego dżemu.

Marcin Mrowiński

Zapraszamy po płytę do biblioteki: