okładka płyty Moonshine grupy Collage

Druga z podarowanych bibliotece płyt zespołu Collage, a trzecia w dorobku zespołu, „Moonshine”, to prawdziwa bomba, rzadko zdarzająca się naszemu „podwórku”. To w pełni dojrzała artystycznie, pełna muzycznych napięć, zwrotów akcji, subtelnych dźwięków, ponad godzinna rockowa „jazda”.

Jest tu wszystko co w Collage najlepsze: ekspresyjny, dynamiczny wokal Roberta Amiriana, sączące się solówki każdego z muzyków, klawiszowe pejzaże Krzyśka Palczewskiego, zmiany nastroju, tempa, ponadprzeciętnie profesjonalna produkcja...

Przeczytaj: Baśnie

„Moonshine” nagrano w 1994 roku w Holandii, gdzie po serii koncertów grupa zyskała ogromną popularność (która poprzez Europę, rozprzestrzeniła się na USA i Japonię). Teksty Szadkowskiego śpiewane przez Amiriana „prawdziwym” angielskim, co wcale wówczas nie było normą (czasy były takie, że większość próbowała, ale nie każdemu się udawało), w pełni docierają (nadal!) do nie-polskich odbiorców. Okładka również robi wrażenie: to tajemniczy obraz z 1979 r. jednego z najbardziej cenionych malarzy XX wieku – mistrza Zdzisława Beksińskiego. Artysta nie miał w zwyczaju takich praktyk – tu zrobił wyjątek.

Płytę należy traktować jako spójną całość – utwory wśród, których najkrótszy trwa około 5, a najdłuższy 14 minut – łączą się ze sobą. Dominują klawisze trochę imitujące sekcję smyczkową, ale w spokojniejszych momentach jest i miejsce na pianino, gitarę akustyczną, czy nawet akordeon („War Is Over”). Ciężko o wybór punktu kulminacyjnego płyty, właściwie brakuje słabszych momentów. Wyróżnia się urocza kołysanka „Living In The Moonlight”, ale w sumie poza nią, każdy utwór to zderzenie ze sobą dynamicznej porywczej gonitwy instrumentów, jak i subtelnego, akustycznego „oddechu” („Heroes Cry”, „In Your Eyes”, „Lovely Day”, „Moonshine”, „The Blues”, „Wings In The Night”).

Zobacz: Changes

Fałszywe nuty nie istnieją, wszystko dopracowane od pierwszej do ostatniej sekundy – nawet perkusyjne intro do „Moonshine” (jak On to w ogóle nagrał?). Choć płyta ma już ponad 20 lat, brzmi jakby ją nagrano przedwczoraj. Żeby odzwierciedlić znaczenie i wpływ „Moonshine” dla gatunku (w sensie ogólnym), odsyłam do recenzji nie-polskich melomanów w serwisie Prog Archives, gdzie średnia ocena czasem winduje płytę do stu naj progresywnego rocka ever. 

Zapraszamy do biblioteki:

nr kat. 4244:   Collage – “Moonshine”, 1994, (wyd. Metal Mind Records, 2003);

PIOTR NOWAK